OBSERWATORZY

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Zaproszenia i koraliki

We wrześniu Brysia kończy 18. lat. Mieszkała z nami przez 11 lat a teraz podjęła decyzję, że wraca do ojca. To jest więc koniec naszej rodziny zastępczej. Dla mnie, od momentu gdy dowiedziałam się o tym co postanowiła, jest to trudny czas. Muszę pogodzić się ze zmianami ale łatwo mi nie jest. Myślałam, że zostanie z nami do momentu skończenia szkoły, bo istniała taka możliwość. Zadaję sobie wiele pytań, na które może nigdy nie poznam odpowiedzi. Czas pokaże czy te 11 lat miały sens. Na razie przygotowujemy się do uroczystej osiemnastki. Zrobiłam zaproszenia.
Jak juz wspomniałam t rudny to dla mnie czas i mocno wypełniony pracą, co pozwala odgonić niedobre myśli. Ciągle nie widać końca zapraw. Robótkowo, też się nie lenię ale tajnych projektów nie mogę pokazać a mało co skończyłam. Żeby  trochę odetchnąć od szydełka wykonałam zamówienie na komplety koralikowe. Nieźle się przy tym bawiłam, bo nie korzystałam ze schematów. Pewnie miałabym poważny kłopot gdybym miała je zrobić ponownie. Efekty zaraz pokażę do Waszej oceny.
Najpierw komplet z kremowych gniecionych perełek i czerwonych koralików Toho
I komplet hematytowy. Nie zdążyłam zrobić zdjęć kolczykom, chociaż też są gotowe. Pokażę je za tydzień.
Ostatnio było u nas trochę cieplej, chociaż wciąż nie ma dnia bez deszczu. Przyspieszyło to rozkwit kolejnych kwiatów. Niestety wczoraj już znowu było zimno bo ponizej 20 stopni i okropnie wiało.
Na niedzielę upiekłam kokosowy sernik, bo zamiast masła dodałam olej kokosowy a zamiast budyniu mąkę kokosową. Efekt jest ciekawy i chyba smaczny bo niewiele już ciasta zostało.
I na konie zdjęcie jak rano zastaję podczas snu nasze dzikie maluchy.
Bardzo dziękuję za wszystkie odwiedziny a najbardziej oczywiście za komentarze. Jest ich coraz mniej, więc każdy bardzo cenny. Niedługo prawdopodobnie zostanie opublikowany 22000 komentarz, więc będzie okazja do obdarowania kogoś. Jestem ciekawa na kogo tym razem trafi.
moteczek no niestety u mnie jest problem z rozdawaniem surowca. Oczywiście obdarowuję rodzinę ale w większości te osoby co chcą robić przetwory to mają własne warzywa. Zresztą mam taką jedną chętną osóbkę z daleka na to co zamknę w słoiki, więc robię jakby na dwie rodziny. Prawda czarownico ze Sląska? hahaha

Życzę wszystkim udanego tygodnia a sama wciąż czekam na słoneczne i ciepłe lato. Uściski posyłam:)

poniedziałek, 31 lipca 2017

Ażurowe wdzianko na szydełku, czapka meduza i prezenty.

To są robótki, których zdjęcia mam zamiar Wam pokazać, ale najpierw przeprosiny, że nie pojawiłam się w poprzedni poniedziałek. Po prostu nie miałam nic do pokazania bo robótki nie były pokończone a u mnie na całego rozpoczął się sezon zapraw.
Zacznę od nietypowej na ta porę roku robótki czyli czapki meduzy. W dodatku zdjęcia robiłam wczoraj czyli jak dotychczas najcieplejszym dniu tego lata. Czapkę zrobiłam na szydełku nr 2,5 z włóczki   Alize Cashmira.
Teraz czas na ażurowe wdzianko zrobione z włóczki Forever Crochet szydełkiem 1,1. Bardzo, bardzo żmudna to była praca. W jednym motku 50 g było aż 300 m nici. Wykorzystałam prawie do końca 10 motków tej włóczki. Dużo pracy w to włożyłam, ale traktuję to jak rozgrzewkę przed wykonaniem płaszczyka z koronki irlandzkiej, bo to dopiero będzie dłubanina. Zdjęcia jak zwykle słabo oddają rzeczywistość, bo zrobione tuż po skończeniu i w bardzo pochmurny dzień. Na Brysi wisi, bo wymiary wdzianka to szerokość w biodrach 140 cm a długość 90 cm. Wdzianko ma kształt trapezu. Rozszerzenie uzyskałam zwiększając ilość oczek łańcuszka pomiędzy wachlarzykami.
Na zamówienie zrobiłam jeszcze naszyjnik. Granatowa siatka jubilerska, białe perełki 8 mm w środek i przekładki w kolorze złotym 6 mm na zewnątrz siatki.
Nadszedł czas na prezenty otrzymane i wysłane. 
Bardzo dziękuję Ani za cudny naszyjnik i karteczkę. Ostatnio dopisuje mi szczęście bo te wspaniałości otrzymałam dzięki wygranemu candy na blogu Ani. Podziwiajcie.
Trochę prezentów też wykonałam i poleciały już do właścicielek. Teraz więc moja biżuteria.
Jak już wcześniej wspomniałam trwa sezon zapraw. Tak już mam, że wszystko co urośnie nie może się zmarnować. Część mrożę, ale większość zamykam w słoiki. Pomimo braku lata, bo przez ostatnie dwa miesiące wciąż pada, wieje i jest zimno, mam co robić bo owoce i warzywa obrodziły, chociaż ostatnio zaczynają gnić. Większość zapraw pewnie rozdam, bo nasza piwnica i tak pęka w szwach z zaprawami z poprzednich lat. Dawno już przekroczyłam ilość 100 słoików licząc owoce i warzywa razem. W słoikach znalazły się bowiem truskawki, czarne jagody, czarne i czerwone porzeczki, szczaw, fasolka szparagowa i oczywiście ogórki. Niedługo będę przetwarzać marchew, potem buraczki i seler i nie wiem co jeszcze. Teraz więc trochę migawek o zaprawach.
Były też u mnie żniwa lawendowe. Na zdjęciu lawendy jest mniej więcej połowa tego co urosło, bo wcześniej zanim zrobiłam zdjęcie, sporo rozdałam.
Na niedzielę oczywiście było ciasto, tym bardziej że ostatni czas obfitował w miłe odwiedziny. Tym razem ciasto to "kapturek:"- nietypowy bo z czarnymi jagodami 
I to by było na dzisiaj tyle. Zrobiłam jeszcze karteczkę sztalugową na 18 urodziny, na które zostaliśmy zaproszeni, ale wykonałam ją na ostatnią chwilę i zapomniałam sfotografować. 
Bardzo dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze.
nawanna u nas w końcu zrobiło się ciepło. więc mam nadzieję, że więcej roślin zacznie kwitnąć.
Alis  mój dzień jest wypełniony od rana do wieczora pracą i prawie zawsze robię kilka rzeczy na raz, więc jakoś się wyrabiam
Lucyna bardzo czekam na Twoje odwiedziny
Agaja bardzo lubię koleusy. Co roku sieję ich mieszankę i robię własną rozsadę ale w tym roku po raz pierwszy zaskoczyła mnie ich różnorodność. 
ThimbleLady mój rudzielec to panienka i to bardzo charakterna kotka. Też mam do niej słabość

Udanego tygodnia pracy lub wypoczynku Wam życzę i zmykam, bo za chwilę wybieram się do mamy do Gdańska w odwiedziny. Pozdrowionka:)

poniedziałek, 17 lipca 2017

Nie wykonałam planu

Miałam zaplanowane w minionym tygodniu  skończenie  zamówionego białego wdzianka. Niestety czasu na robótki było mniej niż planowałam. Zaczęły się zaprawy. Pozamykałam w słoiki truskawki, czarne jagody i szczaw. Zaczyna dojrzewać fasolka szparagowa. Jeszcze niedawno tempo było większe ale z wiekiem sil jakby mniej. W dodatku z lasu zaczynają docierać grzyby.
Coraz trudniej mi wszystko ogarnąć. Oprócz dzierganego wdzianka zrobiłam tylko kilka par kolczyków frywolitkowych.
I naszyjnik frywolitkowy na prezent.
Trzeba było także zajmować się moimi roślinkami. Teraz będzie dużo zdjęć.
Nie wszystkie jagody zamknęłam w słoiki. Na niedzielę która nie może obyć się bez ciasta, upiekłam drożdżówkę z jagodami.
Żebym nie miała za mało  zajęć jakiś czas temu przybłąkała się do nas kotka z trzema kociakami. Obecnie stan jest taki, że kotka sobie poszła a dzikie kociaki zostały. Nie mogliśmy pozwolić aby zdechły z głodu, więc je dokarmiamy i próbujemy trochę oswoić.No i szukamy im domu. Cudne są. Bardzo podobne ale je rozróżniamy. Spryciarz jest pierwszy do jedzenia i umie się ustawić a nawet wkrada się do domu i podkrada jedzenie naszym kotom. Drugi to Piękniś bo jest z nich chyba najładniejszy a trzeci to Ciemny bo ma  futerko ciemniejsze niż rodzeństwo.
I razem z naszymi kotami. Duszek oczywiście opiekuje się maluchami.
No ale dosyć marudzenia o tym co mnie codziennie zajmuje. Teraz się pochwalę. Rzadko biorę udział w rozdawajkach a wygrać to już dawno mi się nie udało. Tym razem miałam szczęśćie i zostałam wylosowana u Ani. Zobaczcie jak po królewsku zostałam obdarowana.
Aniu z całego serca bardzo, bardzo dziękuję. Pokażę Wam  jeszcze wykonane przez nią kartki, którymi jestem zachwycona i które uzmysłowiły mi jakie mam braki w warsztacie karteczkowym.
I jeszcze na prośbę  regian przepis na ciasto z białek i z orzechami
Składniki
6-7 białek
3 szklanki mąki pszennej
2 łyżki mąki ziemniaczanej
1 szklanka cukru
0,5 szklanki oleju
1 szklanka mleka
2 łyżeczki proszku do pieczenia
cukier waniliowy
szczypta soli
1 szklanka (co najmniej) pokrojonych grubo orzechów 
Wykonanie
Ubijamy białka ze szczyptą soli i dodajemy powoli cukier. Potem do piany z cukrem dodajemy resztę składników. Lekko mieszamy aby piana nie opadła. Dodajemy orzechy. Część zostawiamy do posypania na górę ciasta. Wykładamy ciasto na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, posypujemy orzechami i pieczemy w 180 stopniach do tzw suchego patyczka (około 40-45 minut)

Uff, mało z moich robótek miałam do pokazania a i tak długaśny post wyszedł. Mam nadzieję, ze wdzianko uda mi się niedługo skończyć, ale do pokazania wciąż będzie mało. Jeszcze nie wiem dokładnie kiedy ale jak co roku wybieramy się z mężem na Śląsk w odwiedziny do mojej bratniej duszy, a że ona to zawsze zagląda, więc nie mogę pokazać prezentów, które powoli będą powstawać. Zresztą na wyjazd prezentów trzeba będzie przygotować więcej, bo kto wie czy czasami nie dojdzie do jakiegoś innego spotkania. Tymczasem dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze.
Malgorzata z Poz.  u nas wszystko kwitnie później, więc i piwonie też. Doczekałam się ich po wielu latach, bo co roku coś im przeszkadzało zakwitnąć,  a to połamał je wiatr a to pociął grad, ale w końcu zakwitły.
Urszula97 u nas ogórków jeszcze nie ma i podejrzewam, że może być ich mało, bo nie ma dnia bez deszczu i rzadko jest ciepło.
Lucyna no niestety wdzianko nie dla mnie, chociaż wymiary zbliżone, więc pracy ogrom, bo i w dodatku nitka cieniutka
Ania dziękuję za link. Przyda się
Elunia szkoda tylko, że sił coraz mniej

Dziękuję wszystkim, którzy dotrwali do końca. Życzę udanego tygodnia w pracy lub w odpoczynku i pozdrawiam serdecznie.