OBSERWATORZY

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Brak mi słów.

Znowu zostałam obdarowana. Pan listonosz przyniósł mi prezent, na widok, którego po prostu zaniemówiłam. Kolejne cudne pudełko. Większość z Was wie jak ja lubię pudełka i butelki decu. Dlatego moja radość była ogromna ale konsternacja też. Nie wiem od kogo to cudo. Niby jakieś skojarzenia kręcą mi się po głowie ale nijak nie mogę zaskoczyć i jakoś umiejscowić w świecie blogowym osobę która mnie obdarowała. Przeprowadziłam małe dochodzenie ale nie powiodło się i nadal nic nie wiem. Droga Urszulo bardzo, bardzo dziękuję i proszę ujawnij się.

W pudełku będą miały miejsce moje przyrządy frywolitkowe.
 A teraz czas na coś kulinarnego. Ciekawa jestem czy któraś z Was robi swój ser topiony?? Oto mój przepis. Nauczyłam się robienia sera od teściowej, chociaż oczywiście zmieniłam po swojemu dodając zioła.

około 0,5kg rozdrobnionego twarogu
1 łyżeczka sody
ulubione przyprawy ( u mnie zioła prowansalskie lub oregano i bazylia)
 sól do smaku ( ja dodaję przyprawę warzywną)
Wszystkie składniki mieszam i wkładam do małego garnka lub na metalową miskę. Garnek z twarogiem wkładam do drugiego większego z gotującą wodą i mieszam. Jeżeli twaróg jest dobrze rozdrobniony to ser powstaje szybko, gdy są grudki to trzeba dłużej mieszać.
Z zaprawami też ciągle walczę, chociaż w tym roku nie przepracowuję się, ponieważ urodzaju zbytniego warzyw nie ma a część już gnije. Leczo w słoikach gotowe

No to teraz czas na moje robótki. Zraza koralikowa zagnieździła się na dobre.
Sznur turecki

Nie jestem z niego zbytnio zadowolona. Być może zostanie przerobiony
I sznur z innym splotem,z którego  jestem zadowolona

I jeszcze frywolitki




 Bardzo dziękuję za wszystkie miłe słowa zawarte w komentarzach i witam nowych obserwatorów.
ogrodniczka  nie chcesz prezentu za 5000 komentarz?? Prześlij mi swój adres

piątek, 5 sierpnia 2011

Od rana mam dobry humor.....

Słońce od rana świeci i grzeje. Wstałam wcześnie i wyszłam przed dom. Jest cudny poranek. Sporo pracy przede mną ale wiecie, że ja to lubię. Oprócz zwykłych obowiązków mam zamiar robić leczo do słoików i skończyć srebrne frywolitkowe zamówienie. Ale po kolei. Zacznę od podziękowań. Kilka dni temu zabawiłam się w łapanie licznika u Wiedżmy. U mnie nikt się w to bawić nie chce, więc spróbowałam ja i udało się. Przedwczoraj dostałam z tej okazji prezent. Wiecie marzenia czasem się spełniają. Już od dłuższego czasu, bo od jakiejś wymianki u maranciaków zachorowałam na pudełko do szydełek. Chciałam nawet zaproponować którejś ze specjalistek decu wymiankę a tu proszę pudełeczko zjawiło się samo u mnie i w dodatku ozdobione moimi ulubionymi kwiatkami. Bardzo Ci Justynko dziękuję. Sprawiłaś mi swoją niespodzianką ogromną radość.

 
I jak tu się nie cieszyć, gdy następnego dnia listonosz przyniósł następny prezent?? Jakiś czas temu na blogu Jomo pochwaliłam jej zakładki. Wiedziałam co robię, bo już jedną jej zakładkę mam. Ona jednak zapytała mnie czy chcę jeszcze taką zakładkę. Przyznałam się, że  chętnie obdarowałbym takim cudem Brysię. Może przez nią polubi czytanie?? No i wczoraj zakładkę dostałam. Tylko, że to nie była tylko zakładka. Brysia dostała jeszcze piórnik a ja serduszko. Szkoda Asiu, że nie mogłaś zobaczyć radości Brysi. Skakała po pokoju i przytulała piórnik. Zmusiła mnie żebym szybko zrobiła zdjęcie i zaraz potem spakowała w nowy piórnik kupione tego dnia do szkoły kredki. Jej radość była nie do opisania. Ja zresztą też wzruszyłam się tym serduszkiem. Dziękujemy Ci Asiu obie z całego serca.



A teraz czas na moje robótki. Trochę rzeczy powstało. Bardzo ucieszyłam się też ze sporego zamówienia na srebrne frywolitki. Jestem bardzo zadowolona, bo po pierwsze to zamówienie zamówiła osoba miejscowa a niestety często od niektórych tutejszych osób raczej słyszałam, że i za darmo by nie chcieli mojej biżuterii., a po drugie wzmocnią się trochę moje finanse, bo choroba koralikowa trochę opróżniła i tak biedną moją kieszeń.



I jeszcze sutasz i koraliki w brązach




A teraz znowu podziękowania za komentarze. One naprawdę dużo dla mnie znaczą. Tutaj na miejscu raczej nie znajduję zrozumienia dla moich pasji, więc zdanie świata bardzo mnie wspiera. Pod ostatnim postem pojawił się 5000 komentarz. Jego autorką jest ogrodniczka. Pisałam już do Ciebie maila ale jako odpowiedź na komentarz, bo adresu mailowego .u Ciebie nie znalazłam. Może więc mail nie dotarł, bo wiem, że niektóre poczty traktują takie wiadomości jako spam. Proszę Cię więc o adres i może jakąś podpowiedź  czym mam Cię obdarować.
LEPTIR ja ogórki kiszone robię najprostsze jak się da, bo wtedy można je wykorzystać na różne sposoby. Przede wszystkim zamykam je w słoiki typu weck(chyba tak to się pisze) czyli takie spore słoiki z gumką i sprężynką na wierzch. Oprócz ogórków do słoika dodaję dużo kwiatów kopru i trochę korzenia chrzanu. Moje sąsiadki dodają jeszcze czosnek, albo liście dębu czy wiśni. U mnie w domu robię takie proste bo domownicy nie lubią np posmaku czosnku w zupie ogórkowej. A zalewa to 1 kopiasta łyżka soli na litr wody.
hannah  dotychczasowe deszcze bardzo zaszkodziły kwiatom ale daliom wręcz przeciwnie. Zanosi się na to że będą w tym roku wyjątkowo pięknie kwitły
Anonimowy Basia daj znać jeżeli nie chcesz czekać na swoje kolczyki do spotkania to Ci je wyślę.
Trili   aż mi coś piknęło pod sercem gdy przeczytałam w Twoim komentarzu że nazwałaś dalie georginiami. W moim dzieciństwie wychowywał mnie kochany dziadek i on tak samo nazywał te kwiatki. Wzruszyłam się
Betty  czekam na nasze spotkanie z niecierpliwością
Gabriela niestety moje dzieci czyli synowie nie mają po mnie zdolności manualnych. Odziedziczyli za to upodobanie do matematyki i przedmiotów ścisłych. Natomiast Brysia czyli moja zastępcza córka bardzo by chciała, ale słabo jej to wychodzi. Ostatnio próbuje wyszywać krzyżykami
No to teraz uciekam do obowiązków. Brysia już się niecierpliwi, że za dużo czasu ciocia spędza przed komputerem. Słoneczne pozdrowienia

środa, 3 sierpnia 2011

Lato i słodkości

Nie wiem jak długo potrwa ta letnia pogoda, więc cieszę się że nareszcie słońce robi to co do niego należy czyli świeci i grzeje. Od rana chce się żyć. Na dobry początek uraczę Was zdjęciami kwiatów, które zakwitły ostatnio koło domu.





Po wizycie w ogrodzie zapraszam na kawę z kremówką.

Oto przepis
Kremówka
Ciasto
2,5 szkl mąki
1 jajko
1 łyżka octu
250g tłuszczu
4 łyżki śmietany
trochę soli
Wszystko zagnieść na gładkie ciasto i włożyć na co najmniej na  godzinę do lodówki. Potem podzielić na 2 części. Rozwałkować i upiec 2 placki w temp 190-200 stopni na złoty kolor
Krem
1 litr mleka
1,5 szkl cukru (ja daję 1 szklankę)
3 jajka
1 szkl mąki ziemniaczanej
1 łyżka mąki pszennej
50g masła
dużo esencji waniliowej lub cukru waniliowego
Wszystko oprócz mleka i masła wymieszać. Mleko zagotować z masłem i wlać powstałą mieszaninę. Mieszać aż zrobi się gęsty budyń, który natychmiast jeszcze gorący wykładamy na jeden z upieczonych placków. Przykrywamy drugim i kremówka po ostygnięciu gotowa. Można posypać ją cukrem pudrem
Będąc w temacie słodkości chcę się pochwalić otrzymaną niespodzianką od Ani. Byłam całkowicie zaskoczona, gdy z przesyłką zjawił się listonosz. Otworzyłam i moim oczom ukazało się to cudo.

Oczywiście trzeba było aniołka natychmiast przytulić i powitać w nowym domu. Bardzo Ci Aniu dziękuję za radość, która pojawiła sie razem z Twoim prezentem. Buziaki
A więc teraz po obejrzeniu kwiatów i wirtualnym poczęstunku, zapraszam do obejrzenia tego co powstało ostatnio
Najpierw na zamówienie kwadratowa szkatułka z bzem

Frywolitkowe kolczyki z różyczką też na zamówienie

No i na koniec efekty wciąż rozwijającej się choroby koralikowej





Pod tym postem pojawi się prawdopodobnie 5000 komentarz. Jestem bardzo ciekawa kto otrzyma prezent z tej okazji. Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze. Bardzo się z nich cieszę. Do wielu osób poprzez maile wysłałam linka z filmikiem jak powstaje sznur turecki z koralików. Nie do wszystkich zainteresowanych znalazłam adresy mailowe, więc teraz zamieszczam wspomniany   link

http://www.youtube.com/watch?v=DipRVonvYM8

No teraz to już koniec. Znowu wyszedł post tasiemiec. Uciekam na słońce. Mamy zamiar z Brysią cały dzień spędzić przed domem. Ona będzie krzyżykować a ja jeszcze nie wiem, ale pomysłów mi nie brakuje. Buziaki.

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Nowa choroba

Nazywa się beading. Od dłuższego już czasu podziwiałam na różnych blogach wytwory z koralików. Wydawało mi się jednak, ze ich powstawanie jest trudne i poza moim zasięgiem. Potem nagle gdzieś przeczytałam, że sznury powstają przy pomocy szydełka. To był impuls, który spowodował, że bardziej zainteresowałam się nową techniką. Skomentowałam prace Frasi a ona przysłała mi link z filmikiem jak powstają sznury tureckie. Bardzo Ci za to Asiu dziękuję. Wpadłam totalnie. Moja miłość do koralików rozkwitła na nowo.  Spróbowałam zrobić taki sznur, chociaż nie miałam potrzebnych materiałów a koraliki wygrzebałam ze swoich zapasów. Oto moja pierwsza praca.


Ponieważ miałam za mało koralików wpadłam na pomysł połączenia różnych koralików w tym samym kolorze.


A potem to już pooooleciao. Zaczęłam  bawić się kolorami i układaniem sekwencji koralików. Oto efekt


Ponieważ nawlekłam za dużo koralików powstały małe kolczyki

A wczoraj wieczorem zrobiłam jeszcze bransoletkę z drewnianymi koralikami.

Ciekawa jestem Waszego zdania na temat mojego nowego wariactwa. Nowa technika daje dużo możliwości do własnych pomysłów, więc na pewno będę próbować. Zamówiłam już potrzebne materiały. Oczywiście ostatnio zajmowałam się nie tylko koralikami. Robię kolejną szkatułkę na zamówienie, która schła prawie tydzień i powstały do kompletu z wisiorem, który już pokazywałam, kolczyki z "Różą chalcedonu"

To by było tyle robótkowo. W domu królują oczywiście zaprawy. Samej fasoli szparagowej zawekowałam 15 słoików.

Były też pieczone ciasta. Obiecuję w następnym poście chociaż jeden przepis. Na niedzielę upiekłam kremówkę, bo z wakacji w domu rodzinnym wróciła do mnie Brysia. Dzisiaj od rana co chwilę jest przytulanie. Mówi, że tęskniła do mnie i jest mi miło. W dodatku od wczoraj co chwilę pokazuje się słońce. Czego jeszcze  potrzeba aby się uśmiechać??
Ostatnio znowu od kilku osób dostałam wyróżnienie. Bardzo dziękuję. Wszystko na ten temat napisałam TU
Jak zwykle też bardzo dziękuję za komentarze. Jakoś nikomu nie chciało się łapać u mnie licznika 80000. Najbliższa okazja będzie gdy będą miały się pojawić same 8.

airaart    ja na szczęście nie potrzebuję dużo snu. Choćbym chciała dłużej pospać bo np są wakacje to i tak mój wewnętrzny  zegar budzi mnie około 7. Kładę się spać zawsze grubo po północy. Dany mi czas staram się jak najlepiej wykorzystać i zorganizować
agusia nie umiem zrobić sobie leniwego dnia. Męczę się strasznie jak nic nie robię. Jestem natomiast szczęśliwa jak robię kilka rzeczy naraz. Często np słucham radia, robię na szydełku i przygotowuję obiad.
Radziejowe Zacisze  czarodziejką żadną nie jestem, chociaż zaprzyjaźniona radiestetka twierdzi, że mam bardzo dużą i silną aurę wokół siebie
No to na dzisiaj tyle. Mam do powieszenia pranie, do ugotowania obiad i wykończenie szkatułki. To plan minimum, bo pewnie zmieszczę coś jeszcze. Uściski

czwartek, 28 lipca 2011

Zaczyna brakowac mi czasu

Dotychczas tak umiałam sobie moje życie zorganizować, że na wszystko miałam czas. Ostatnio natomiast chyba zbyt dużo chciałbym zrobić,   bo wykonanie niektórych czynności muszę przekładać na następny dzień.  Wczoraj np nie zdążyłam zrobić w słoiki fasolki szparagowej. Muszę chyba trochę zwolnic i nie narzucać  dobie takiego tempa prac, bo w końcu moje siły się wyczerpią. Jednak nawet jak jestem zmęczona to zdarza sie coś miłego co na nowo naładowuje moje akumulatorki. Jak wspomniałam w poprzednim poście w poniedziałek spodziewałam się miłej wizyty. Nie zawiodłam się, bo odwiedziła mnie kolejna nasza blogowa koleżanka czyli  Viola z córkami, które się chyba trochę nudziły podczas naszych rozmów. Czas upłynął zbyt szybko i znowu zapomniałam o zdjęciach. Violu bardzo dziękuję Ci za te odwiedziny i prezenty. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś do mnie wpadniesz, bo było mi miło. A oto cuda od Violi


Wczoraj natomiast dostałam prezent od Agnieszki Wilczycy. Przyleciał trochę uszkodzony aż z Lublina. Naprawiłam go jednak i jeszcze będzie cieszył oczy. Bardzo dziękuję, bo niczym sobie nie zasłużyłam na taki podarunek.

Dziękuję także za kolejne wyróżnienia. Bardzo dziękuję, ale wszystko na ten temat już napisałam w poprzednim poście. Czas więc po tych wszystkich podziękowaniach pokazać co u mnie ostatnio powstało.
Zacznę od zieloności. Najpierw wisior dla sąsiadki z kamieniem ze starego pierścionka a potem drugi wisior, który powstał z rozpędu w podobnej tonacji.

 
I jeszcze trochę drobnicy kolczykowej i aniołki. Kasiu oczekuj paczki.








Jak zwykle bardzo dziękuję za komentarze. Bardzo sie z nich cieszę, bo dają siłę do dalszego działania.
Karolina nasze spotkania odbywają się raz w miesiącu w Gdańsku w hotelu Scandic. Następne spotkanie 21 sierpnia
Alicjo komentarze to to co oprócz spotkań z ludźmi lubię najbardziej, więc i czas sie znajdzie na ich czytanie
Mysza o każdej porze dnia i nocy dla Ciebie u mnie drzwi są zawsze otwarte
Pozdrawiam Was i uciekam, żeby ze wszystkim zdążyć  co zaplanowałam na dzisiaj.