Słońce od rana świeci i grzeje. Wstałam wcześnie i wyszłam przed dom. Jest cudny poranek. Sporo pracy przede mną ale wiecie, że ja to lubię. Oprócz zwykłych obowiązków mam zamiar robić leczo do słoików i skończyć srebrne frywolitkowe zamówienie. Ale po kolei. Zacznę od podziękowań. Kilka dni temu zabawiłam się w łapanie licznika u
Wiedżmy. U mnie nikt się w to bawić nie chce, więc spróbowałam ja i udało się. Przedwczoraj dostałam z tej okazji prezent. Wiecie marzenia czasem się spełniają. Już od dłuższego czasu, bo od jakiejś wymianki u maranciaków zachorowałam na pudełko do szydełek. Chciałam nawet zaproponować którejś ze specjalistek decu wymiankę a tu proszę pudełeczko zjawiło się samo u mnie i w dodatku ozdobione moimi ulubionymi kwiatkami. Bardzo Ci Justynko dziękuję. Sprawiłaś mi swoją niespodzianką ogromną radość.

I jak tu się nie cieszyć, gdy następnego dnia listonosz przyniósł następny prezent?? Jakiś czas temu na blogu
Jomo pochwaliłam jej zakładki. Wiedziałam co robię, bo już jedną jej zakładkę mam. Ona jednak zapytała mnie czy chcę jeszcze taką zakładkę. Przyznałam się, że chętnie obdarowałbym takim cudem Brysię. Może przez nią polubi czytanie?? No i wczoraj zakładkę dostałam. Tylko, że to nie była tylko zakładka. Brysia dostała jeszcze piórnik a ja serduszko. Szkoda Asiu, że nie mogłaś zobaczyć radości Brysi. Skakała po pokoju i przytulała piórnik. Zmusiła mnie żebym szybko zrobiła zdjęcie i zaraz potem spakowała w nowy piórnik kupione tego dnia do szkoły kredki. Jej radość była nie do opisania. Ja zresztą też wzruszyłam się tym serduszkiem. Dziękujemy Ci Asiu obie z całego serca.

A teraz czas na moje robótki. Trochę rzeczy powstało. Bardzo ucieszyłam się też ze sporego zamówienia na srebrne frywolitki. Jestem bardzo zadowolona, bo po pierwsze to zamówienie zamówiła osoba miejscowa a niestety często od niektórych tutejszych osób raczej słyszałam, że i za darmo by nie chcieli mojej biżuterii., a po drugie wzmocnią się trochę moje finanse, bo choroba koralikowa trochę opróżniła i tak biedną moją kieszeń.

I jeszcze sutasz i koraliki w brązach
A teraz znowu podziękowania za komentarze. One naprawdę dużo dla mnie znaczą. Tutaj na miejscu raczej nie znajduję zrozumienia dla moich pasji, więc zdanie świata bardzo mnie wspiera. Pod ostatnim postem pojawił się 5000 komentarz. Jego autorką jest
ogrodniczka. Pisałam już do Ciebie maila ale jako odpowiedź na komentarz, bo adresu mailowego .u Ciebie nie znalazłam. Może więc mail nie dotarł, bo wiem, że niektóre poczty traktują takie wiadomości jako spam. Proszę Cię więc o adres i może jakąś podpowiedź czym mam Cię obdarować.
LEPTIR ja ogórki kiszone robię najprostsze jak się da, bo wtedy można je wykorzystać na różne sposoby. Przede wszystkim zamykam je w słoiki typu weck(chyba tak to się pisze) czyli takie spore słoiki z gumką i sprężynką na wierzch. Oprócz ogórków do słoika dodaję dużo kwiatów kopru i trochę korzenia chrzanu. Moje sąsiadki dodają jeszcze czosnek, albo liście dębu czy wiśni. U mnie w domu robię takie proste bo domownicy nie lubią np posmaku czosnku w zupie ogórkowej. A zalewa to 1 kopiasta łyżka soli na litr wody.
hannah dotychczasowe deszcze bardzo zaszkodziły kwiatom ale daliom wręcz przeciwnie. Zanosi się na to że będą w tym roku wyjątkowo pięknie kwitły
Anonimowy Basia daj znać jeżeli nie chcesz czekać na swoje kolczyki do spotkania to Ci je wyślę.
Trili aż mi coś piknęło pod sercem gdy przeczytałam w Twoim komentarzu że nazwałaś dalie georginiami. W moim dzieciństwie wychowywał mnie kochany dziadek i on tak samo nazywał te kwiatki. Wzruszyłam się
Betty czekam na nasze spotkanie z niecierpliwością
Gabriela niestety moje dzieci czyli synowie nie mają po mnie zdolności manualnych. Odziedziczyli za to upodobanie do matematyki i przedmiotów ścisłych. Natomiast Brysia czyli moja zastępcza córka bardzo by chciała, ale słabo jej to wychodzi. Ostatnio próbuje wyszywać krzyżykami
No to teraz uciekam do obowiązków. Brysia już się niecierpliwi, że za dużo czasu ciocia spędza przed komputerem. Słoneczne pozdrowienia